Czy SEKS NA PIERWSZEJ RANDCE to dobry pomysł?

Choć większość z nas oficjalnie nie podpisze się pod takim pomysłem, a psychologowie odradzają zbyt szybkie uleganie pokusom - są tacy, dla których seks to punkt obowiązkowy pierwszego spotkania. Gdy poznajemy kogoś, kto - oprócz tego, że świetnie nam się rozmawia, dodatkowo pobudza naszą wyobraźnię, niecierpliwie czekamy na moment, gdy będziemy ze sobą naprawdę blisko.

Nasz związek przechodzi przez kolejne etapy, w których pojawienie się intymności jest momentem wyjątkowym. Nie wszyscy jednak chcą czekać. Chcąc od razu wejść na upragnioną ścieżkę, przechodzą do ofensywy już na pierwszej randce. Panowie i panie – bo zdarza się, że i one zjawiają się na pierwszej randce z własnym planem do zrealizowania – stosują kilka strategii, by zaprosić drugą stronę do łóżka. Jakich sztuczek próbują i z jaką spotkały się reakcją?

Randka z podtekstem czyli kiedy on lub ona chcą tylko seksu

- Po 30 minutach w kawiarni powiedział, że dziś w TV film o kardynale Wyszyńskim – mówi Kasia. - I że on bardzo by chciał ten film zobaczyć oczywiście ze mną. Jak dojechaliśmy do niego, okazało się, że film dawno się zaczął, także przełączył na jakiś thriller erotyczny. A ja byłam taka naiwna, że naprawdę uwierzyłam, że on chce ten film o Kardynale zobaczyć!

Katarzyna wspomina podobną sytuację, krótko po nawiązaniu kontaktu z pewnym panem z ogłoszenia. – Pewnego pięknego dnia zadzwonił telefon, usłyszałam miły głos i pomyślałam, że to chyba ten, o którym marzę. Codzienne telefony i wymiana e-maili - było miło. Więc oboje pragnęliśmy się spotkać. Nadszedł ten dzień. Zachowanie jego było poniżające. Jemu chodziło tylko o seks. Spotykał chyba wiele naiwnych kobiet, bo się plątał w rozmowie… Ale ja jestem na poziomie i znam swoją wartość. Więc nic z tych rzeczy. Nie jestem przeciwniczką seksu, bo jest bardzo ważny w życiu każdego z nas. Ale wszystko wymaga kultury.

No właśnie, choć niektórym wydaje się, że skoro nie mówią czegoś wprost i stosują wyszukane – choć chyba tylko według ich zdaniem – sztuczki, to wszystko jest w porządku. Tymczasem dając nadzieję na to, że zależy nam właśnie na tej, konkretnej osobie i w krótkim czasu rozwiać jej wątpliwości i dać do zrozumienia, że tu chodzi tylko o seks, okazujecie brak kultury i nie zdziwcie się, jeśli zostaniecie posądzeni o śmieszność.

Prosto z mostu - czyli do mnie czy do ciebie?

Karola tak wspomina zakończenie swojej pierwszej randki z pewnym studentem. – Gadka szmatka przez dwie godziny, w końcu odprowadzam go na pociąg, a że do jego przyjazdu było jeszcze 35 minut, więc stwierdził, że chce ze mną cementować związek (a że blisko był sklep z art. budowlanymi, to tam go wysłałam).
- Najgorsza była randka z facetem, który po kawie zapytał: "No to gdzie? Do ciebie, czy do mnie?" – wspomina z kolei Hanka. – Inny zwierzał mi się, że żona mu odmawia seksu od 7 miesięcy. Liczył chyba na to, że ja będę jego pogotowiem seksualnym.
- Na spotkanie przyszedł pijak jakiś. Na dodatek od razy zaczął aluzje, że może byśmy już poszli, że ma wolny dom... – żali się Mlfk. 
- Zaczęła wręcz wskakiwać na mnie, próbowała wkładać mi ręce w spodnie, nie reagowała na moje sugestie, żeby się nie śpieszyć i może wyjść na kolację, do kina, usiąść spokojnie i porozmawiać - opowiada EmigrantUSA. - Ale jej zdaniem nie miało to sensu, bo przez codziennie maile i rozmowy telefoniczne to wystarczające, że ma na mnie ochotę. W końcu się rozebrała. Powiedziałem, że nie mam przy sobie gumek, że pojadę i kupię. Po prostu najzwyczajniej w świecie dałem stamtąd nogę.

Strategia polegająca na absolutnym nie skrywaniu swoich prawdziwych zamiarów na pierwszej randce zdecydowanie ma swoje zalety. Bo choć do zbyt subtelnych nie należy, a osobie zainteresowanej czymś więcej niż jednorazową przygodą, wylewa na głowę kubeł zimnej wody – daje nam przynajmniej szybką odpowiedź co do przyszłości naszej nowej znajomości. Pozbawieni więc nadziei na romantyczny rozwój sytuacji, zamykamy ten krótki rozdział naszego życia uczuciowego i przystępujemy do dalszych działań (czytaj: poszukiwań ODPOWIEDNIEGO kandydata/ki do naszego serca).

A mogło być tak pięknie

Kamila znalazła się po tej drugiej stronie, a więc podrywających właśnie w ten mało subtelny sposób. Wie, że pospieszyła się niepotrzebnie i tym samym przekreśliła swoją szansę na dalszą znajomość z fajnym chłopakiem. – Umówiła nas moja koleżanka – mówi. – Najpierw poszliśmy na piwo, gdzie mogliśmy trochę porozmawiać i lepiej się poznać, a potem byliśmy zaproszeni do naszych wspólnych znajomych na imprezę domową. Od początku mi się spodobał, co zresztą starałam się ukrywać. Wychodziło nieźle, bo jestem dość nieśmiała. Ale potem, już na imprezie, jak zaszumiało mi w głowie od alkoholu, całkiem się to zmieniło. Można powiedzieć, że zmuszałam go do posunięcia się o krok za daleko, stosując różne chwyty. Było blisko, ale on wycofał się, mówiąc, że to nie dla niego. Było mi potwornie głupio. Przed północą byłam w domu.

Seks z happy endem

Podobna historia 10 lat temu przytrafiła się Ance. Dziewczyna poznała chłopaka w sieci, świetnie im się rozmawiało, postanowili się więc szybko spotkać. Zakochany przyjechał wkrótce do jej rodzinnego miasta i zarezerwował pokój w hotelu. Jej nowa znajomość o mały włos nie zakończyła się podobnie jak w przypadku Kamili. - Spędziliśmy razem uroczy dzień, potem wieczór – mówi Anka. – Oprowadziłam go po moich ulubionych miejscach… Świetnie nam się rozmawiało, była między nami chemia i za nic nie chcieliśmy się jeszcze rozstawać. Postanowiliśmy wypić w hotelu drinka i z okna jego pokoju popatrzeć na miasto nocą. Poszliśmy razem do łóżka i… do niczego między nami nie doszło. Były pocałunki, rozmowa do rana i krótki sen w jego objęciach. Najpierw dziwiłam się, że nie chce niczego więcej. Potem wyrzucałam sobie, że i tak pozwoliłam mu na zbyt wiele. Byłam pewna, że po prostu mu się nie spodobałam i więcej się nie odezwie. Potem on przyznał, że chciał zostawić „coś na potem”, mieć po co wracać i że nie chciał się spieszyć. Długo jednak nie czekaliśmy, bo do „tematu” wróciliśmy już na drugiej randce. Jesteśmy razem od 10 lat i choć to stało się na drugim spotkaniu, to pierwsze jest dla mnie najważniejsze.
Okazuje się, że nie tylko historia Anki ma swój happy end….

- Aż wstyd się przyznać, ale po trzech godzinach znajomości poszłam do łóżka z chłopakiem, który teraz jest moim mężem. Zaiskrzyło, że nie mogliśmy wytrzymać, a teraz po dziesięciu latach seks jest jeszcze wspanialszy niż jak to się mówi "za małolata" – wspomina justa. - To był sex w samochodzie, ciężko było spojrzeć sobie później w oczy, ale po 3 latach bycia ze sobą pobraliśmy się i jesteśmy teraz już 4 lata po ślubie, tak więc sex skończył się happy endem – dodaje Ewa.
Jak widać, jeśli między dwojgiem ludzi iskrzy, nie potrzeba żadnych sztuczek. Sprawy potoczą się prawdopodobnie własnym torem…

Joanna Godecka, life coach i ekspertka portalu randkowego Sympatia.pl przestrzega jednak przed podejmowaniem takiego ryzyka. W artykule "Czy to pora na seks" przedstawia taki oto idealny scenariusz związku, w którym seks jest momentem kulminacyjnym bliskiej relacji patnerów:
- Spotykamy się, dowiadujemy o sobie coraz więcej, uczymy się siebie nawzajem - wymienia. - Potrzeba chociażby kilku tygodni, aby zbudować wzajemne zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Wtedy pojawia się intymność, czyli wspólny świat pary spędzającej ze sobą coraz więcej czasu. Przyjemność i poszerzanie gamy wspólnych doświadczeń prowadzi do zaangażowania. I to jest ten właściwy moment, w którym seks cementuje, a nie torpeduje związek. W łóżku oboje zachowujecie się swobodnie i otwarcie, bo czujecie się akceptowani.

sympatia

Tagi: fokus tv,

Redakcja 23/10/2012

Zobacz też

Jak oszuści okradają emerytów. Czy fałszywi fachowcy okradają starszych ludzi? Jak oszuści okradają emerytów. Czy fałszywi fachowcy okradają starszych ludzi? Udają pracownika administracji, wodociągów, akwizytorów albo proszą o pomoc. Dla oszustów każdy sposób jest dobry, żeby tylko dostać się do mieszkania ofiary i ją okraść. Sprawdź jakimi metodami posługują się przestępcy, którzy żerują na łatwowierności i dobrym sercu starszych osób. Jak okradają emerytów? Jak uniknąć KRADZIEŻY SAMOCHODU? Jakie sztuczki i metody złodziei samochodów, na co uważać, kiedy zachować czujność? Jak uniknąć KRADZIEŻY SAMOCHODU? Jakie sztuczki i metody złodziei samochodów, na co uważać, kiedy zachować czujność? Pomysłowość stołecznych złodziei samochodów nie ma chyba granic. Wykorzystują najróżniejsze sztuczki i fortele, żeby uśpić czujność właściciela auta i zdobyć swój łup. Demaskujemy sposoby działania rabusiów i tłumaczymy, jak się przed nimi bronić. Jakie auta KRADNĄ W WARSZAWIE? Najczęściej japońskie hondy, mazdy, toyoty. Jakie kradną w Polsce? Jakie auta KRADNĄ W WARSZAWIE? Najczęściej japońskie hondy, mazdy, toyoty. Jakie kradną w Polsce? Uwaga właściciele japońskich samochodów. Z ulic Warszawy najczęściej znikają toyoty. W 2011 roku roku złodzieje ukradli 367, a w 2010 roku aż 606 aut tej marki! Włamywaczom wystarczy laptop, trochę wiedzy z informatyki, by bez problemu uruchomić i odjechać skradzionym autem. Jakie auta kradną w Warszawie? Najczęściej japońskie. Hondy, mazdy i toyoty - to marki, które najbardziej interesują stołecznych złodziei. Srebro dla Bartosza Piaseckiego, złoto dla szpadzisty z Wenezueli. Dlaczego Polacy mogą się cieszyć z obu tych medali? Srebro dla Bartosza Piaseckiego, złoto dla szpadzisty z Wenezueli. Dlaczego Polacy mogą się cieszyć z obu tych medali? W finale pojedynku szpadzistów 1 sierpnia srebro wywalczył Bartosz Piasecki - Polak reprezentujący Norwegię, w której mieszka od drugiego roku życia. Co ciekawe, zdobywca złota w tej konkurencji Wenezuelczyk Ruben Limardo Gascon od ośmiu lat mieszka i trenuje w Polsce – jest zawodnikiem Piasta Gliwice. – Połowa tego medalu należy się Polsce – powiedział Gascon po wygranej walce z Bartoszem Piaseckim.    

Zobacz koniecznie

Przeczytaj też

Nie przegap!